– Roksanne,
zaspałaś. Spóźnisz się do szkoły.
– Wiem
tato. Nie chcę dziś iść do szkoły.
– Źle się
czujesz?
– Nie.
Dobrze. Tylko po prostu nie mogłam spać i jestem bardzo zmęczona.
– Roksi.
Dziś pierwszy dzień. Musisz iść. Wszyscy na ciebie czekają.
– No… ok.
daj mi 5 minut.
– Yhm.. jak
chcesz to cię podwiozę jadąc do pracy, żebyś się nie spóźniła.
– Nie
musisz tato. Poradzę sobie sama. – uśmiechnęła się do ojca.
– Oj…
Podwiozę cię. Chyba, że się mnie wstydzisz. Hmm?
– Tato!
Proszę cię. Przecież wiesz, że to nieprawda.
– Wiem,
wiem. Dobra, idę… szykuj się.
Rodziciel
wyszedł z pokoju. Roksanne wstała energicznie z łóżka i spojrzała w duże lustro
na bocznej ścianie pokoju. Zobaczyła niską brunetkę o dużych niebieskich
oczach. Wyglądała dorośle jak na swój wiek.
~Retrospekcja~
Ulicami Swanage w stronę cmentarza wolno jechał czarny samochód
pogrzebowy. Leżała w nim otwarta trumna, a w środku „spała” młoda kobieta o jasnych brązowych włosach i błękitnych
oczach. Jej zazwyczaj zarumienione policzki były teraz w kolorze bladego różu,
co ujawniało fakt, że nie należy ona już do świata żywych. Ubrana była w piękną
suknię do kostek w kolorze hebanu. Jej paznokcie skryte były pod warstwą lakieru
w tej samej barwie. Za samochodem szła najbliższa rodzina zmarłej. Para ubranych
na czarno pięćdziesięciolatków – rodzice zmarłej, przystojny młody blondyn o
zaczerwienionych od łez policzkach – jej mąż oraz dwójka zapłakanych dzieci:
dwuletni chłopiec podobny do ojca. Krótkie jasne włoski niewinnie sterczały na
malutkiej główce a wielkie oceaniczno błękitne oczka wpatrywały się w czarny
samochód a po delikatnym policzku spływała mała ledwie widoczna łza i
siedmioletnia dziewczynka uderzająco podobna do matki. Jej włosy były tego
samego koloru podobnie jak oczy.
No tak – Pomyślała
Roksanne – już nie jestem tą małą
dziewczynką, która kiedyś zapłakana trzymała ojca za rękę na pogrzebie matki. Mama…
Mamo, jak ja za tobą bardzo tęsknię. Wiem, że tu jesteś. Kocham Cię. Proszę,
nigdy mnie nie opuszczaj.
Ale... czas do
szkoły. Uśmiechnęła się i przeciągnęła, aby rozprostować kości po nocy. Wyjęła
z szafy malinową sukienkę. Miała prosty krój. Sięgała do połowy ud, a prawy
rękaw pokryty był różową koronką. Założyła do tego czarne szpilki. Usta
pomalowała malinową szminką, a powieki brązowym tuszem. Włosy spięła w
niedbałego koka. Wzięła jeszcze tylko czarną kopertówkę, do której włożyła
swojego iPhona, paczkę chusteczek higienicznych, i małą portmonetkę. [LINK]
Weszła
do kuchni, gdzie siedział ojciec i Cody – dwunastoletni brat.
–
Wyglądasz jak twoja mama. – powiedział rodziciel i smutno się uśmiechnął. – Tak
bardzo za nią tęsknię.
–
Ja też, tato. Bardzo.
–
Jesz śniadanie?
–
Nie. Nie jestem głodna.
–
To jedziemy? Cody, gotowy?
–
Tak. – dwunastolatek odezwał się pierwszy raz podczas tego ranka. – Roksi,
świetnie wyglądasz. – szeroko się uśmiechnął.
–
Ty też młody. – odwzajemniła uśmiech.
Chłopiec
ubrany był w czarny garnitur a pod szyją miał niewielką muszkę. Wyglądał bardzo
elegancko.
–
Dzięki. Chodźcie, bo się spóźnimy.
Roksanne
wyszła z samochodu i skierowała się w kierunku dwójki ludzi stojących przy
schodach prowadzących do budynku szkoły. Chłopak – Gavin – najlepszy przyjaciel
Roksanne. Zazwyczaj jest poważny, czekoladooki blondyn. Uwielbia grać w piłkę
nożną. Jest kapitanem drużyny szkolnej, a w przyszłości chciałby grać w
reprezentacji krajowej. I dziewczyna – Amanda – przyjaciółka Roksanne i Gavina.
Trochę roztrzepana, zawsze uśmiechnięta brunetka o błękitnych oczach. Uwielbia
taniec i śpiew. Sama gra na gitarze i śpiewa w amatorskim zespole. Gavin miał
na sobie czarny garnitur i różową koszulę, oraz czarną muszkę, a Amanda beżową
sukienkę i malinowe szpilki, i kopertówkę.
–
Może cześć? – odpowiedziała Amanda
–
Cześć. Ale miało być na różowo!
–
Oh, o co wam chodzi? Przecież jestem ubrana na różowo. – Podniosła do góry
jedną nogę i rękę, w której trzymała kopertówkę. – Gavin też ma tylko koszulę.
–
A co miałem założyć różowy garnitur?
–
Tak?
–
Ej no przepraszam Cię bardzo, ale ja jestem chłopakiem jak nie zauważyłaś.
–
Oj tam oj tam.
–
Przestańcie się kłócić! Będziemy tutaj tak stać? Wszyscy są już w środku.
Weszliśmy
do szkoły, do auli. 90% miejsc zajmowali uczniowie i pracownicy szkoły a na
środku stał dyrektor szkoły i robił próby mikrofonu. Przyjaciele zajęli miejsca
w ostatnim rzędzie, gdzie siedzieli inni maturzyści.
Dyrektor
zaczął swoją rozpoczynającą rok szkolny, długą i nudną przemowę, której i tak
nikt na całej sali nie słuchał. Gdy skończył, uczniowie skierowali się do klas,
gdzie wychowawcy rozdali im plany lekcji i mogli wracać do domu.
Ale
Roksanne, Amanda i Gavin należeli do Komitetu Powitalnego. Ich zadaniem było
oprowadzenie po szkole i przedstawienie zasad nowym uczniom.
–
Kogo wam przydzielili? – spytała Amanda.
–
Gabriel Grinwal. – odpowiedziała Roksi.
–
O, to ja mam chyba jego brata. Charles Grinwal.
–
Ja mam Julii Kerr. Idę jej poszukać.
–
Ja też. Widzimy się potem. Pa.
–
Pa pa.
Roksanne
spojrzała na zdjęcie przydzielonego jej chłopaka. Brunet. Grzywka postawiona na
żel. Kolczyk w wardze. Chyba nie tak trudno go poznać. Szybko go znalazła.
–
Hej. Jestem w Komitecie Powitalnym i przydzielili mi ciebie. Jestem Roksanne.
–
Gabe. – chłopak słodko uśmiechnął się do dziewczyny, a ona odwzajemniła
uśmiech. – Więc, co chcesz mi pokazać w
tej szkole?
–
Hmm… Więc wiesz coś na temat tego miejsca?
–
Wiem, że muszę tu codziennie chodzić, żeby mnie nie wylali i gdzie jest aula i
łazienka. To chyba nie za wiele, nie?
–
No nie bardzo. Gdzie wcześniej chodziłeś do szkoły?
–
Paryż. Słyszałaś o takim mieście?
–
Ten we Francji?
–
Nie. Stolica Stanów Zjednoczonych. No oczywiście, że we Francji.
–
Hmm… zawsze chciałam jechać do Francji.
–
Kocham ten kraj. Cieszę się, że tam się urodziłem.
–
Chcesz tam wrócić w przyszłości?
–
Tak. Wcale nie chciałem wyjeżdżać. Ale niestety musiałem.
–
Ja też bym nie chciała wyjeżdżać na stałe z Anglii. A dlaczego akurat tu się
przeprowadziliście? O ile wiem, to to nie jest jakieś bardzo znane miasto.
–
Tak wyszło.
–
Jak tam ci wasi Grinwall’owie?
–
Gabe jest spoko. Świetnie się z nim gada.
–
Charles też. A Julii?
–
Dziwna. Taka lalusia.
–
Oh…
–
Idziemy gdzieś? – zapytała Amanda.
–
Ja nie mogę. Muszę dziś zostać z Mią. – odpowiedział Gavin
–
Oj. No trudno. To cię odprowadzimy.
–
Chodźcie. – chłopak obiął ramionami swoje przyjaciółki i ruszyli ku jego
domowi.
Charles
wyszedł z dużego, beżowego budynku, w którym spędził ostatnie kilka godzin. Szybkim
ruchem założył okulary przeciwsłoneczne i rozejrzała się wokół. Zobaczył tylko
trójkę ludzi wychodzących z placu. Poza tym nikogo. Chociaż…
–
Gabriel! – krzyknął, a sekundę później stanął uśmiechnięty brunet.
–
Braciszku, tak dawno się nie widzieliśmy. – jego uśmiech stał się teraz jeszcze
szerszy.
____________________________________________
Nudyyy. wiem wiem.. następny rozdział pojawi się szybciej obiecuje a teraz...
podoba wam się??
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Łucja O.

Świetny rozdział tylko mało tam miłoooości i nie wiadomo z kim będzie Roxi. Mam nadzieję, że w przyszłym rozdziale będzie coś o tym
OdpowiedzUsuńŻyczę weny
Ps. Jakbyś mogła to przyszłym razem jak wstawiasz jakiś link to zaznasz 'otwórz w nowym oknie'
Będę wdzięczna ;*
Ostatnio czytałaś mojego bloga i zostawiłaś komentarz. Zgodnie z Twoją prośbą weszłam lekko zaciekawiona i przeczytałam prolog oraz pierwszy rozdział. I wiesz co? Powiem Ci szczerze, (bo kłamstwa okrutnie nie lubię) że to, co napisałaś jest moim zdaniem świetne! Bardzo gratuluję tak lekkiego pióra, masz zwiewny, miły język i opowiadanie przyjemnie się czyta. Pisz dalej i powodzenia! Z serdecznymi pozdrowieniami, "koleżanka po fachu", pianini157 :)
OdpowiedzUsuńKasowanie komentarzy. Takie to dorosłe.
OdpowiedzUsuńPrawda boli, prawda? :)
:D Skoro tak bardzo cię nie interesuje ten blog to po co tu przychodzisz?
UsuńPs. Też Cię Kocham kocie :***
Weszłam, kiedy tylko przeczytałam komentarz u mnie. :)
OdpowiedzUsuńZafascynowałaś mnie samym prologiem, głównie wzmianką o Charlesie. Roksanne w prologu jest prawie nieobecna. No i wnioskując po prologu stwierdzam, że właśnie ta dwójka będzie na końcu razem. Ciekawe czy mam rację...? Gabe być może zakocha się w Roks. Ona być może będzie rozdarta pomiędzy braćmi, ale w końcu i tak padnie na pana C. Takie jest moje zdanie.
Zapowiada się ciekawie. Zobaczymy co wymyślisz dalej. Czekam.
Pozdrawiam! :*