Roksanne otworzyła gwałtownie oczy z
przerażenia. Jej serce waliło teraz kilkakrotnie szybciej niż powinno.
Przypomniała sobie powód strachu. OCZY. Ciemne jak noc oczy przeszywające ją
całą. Przeszedł ją zimny dreszcz. Nerwowo rozejrzała się po pokoju. Okno. Było
inne niż zwykle. Dziewczynie wydawało się, że za drewnianymi ramami widzi je.
Przerażające oczy ze snu. Ale to niemożliwe. Prawda?
Charles szedł pustymi jeszcze ulicami
małego miasteczka na południu Anglii. Dłonie skrywał w kieszeniach, twarz
zwróconą miał ku ziemi, a oczy zasłonięte ciemnymi okularami. Słońce zaczęło
już wschodzić, co oznaczało dla chłopaka powrót do domu. Willa Wolfmanów. To
tutaj mieszkał. Starsze małżeństwo zgodziło się wynająć chłopakowi pokój pod
warunkiem, że nie będzie hałasować, nie będzie przyprowadzał znajomych. To
akurat nie będzie dla niego problem. Charles, choć wygląda młodo dużo w życiu
przeżył i zdobył cenne doświadczenia, dlatego wie, że kiedy nie trzeba nic
mówić, warto zachować milczenie. Znajomych też nie miał, więc z tym także nie
było problemu. Zresztą to i tak dziwne, że pozwolono tam mu zamieszkać. Do domu
Wolfmanów nikt nigdy nie miał wstępu. Są to dość nietypowi staruszkowie. Nigdy
nie widać ich na ulicy, ale w ogrodzie. Jedynym człowiekiem, jakiemu udało się
nawiązać z nimi jakiś kontakt był ogrodnik Bill. Ale nawet on nie odkrył nigdy
tajemnicy tego domu.
Charles wszedł po kilku schodkach do okazałego domu. To wtedy zorientował się,
że nie pamięta, kiedy wychodził z domu. "Coś ze mną nie tak" pomyślał
i postanowił, że musi się dowiedzieć co takiego.
___________________________________________________________
No i jest prolog.. mam nadzieję że się spodoba :P