niedziela, 16 czerwca 2013

Prolog.

             Roksanne otworzyła gwałtownie oczy z przerażenia. Jej serce waliło teraz kilkakrotnie szybciej niż powinno. Przypomniała sobie powód strachu. OCZY. Ciemne jak noc oczy przeszywające ją całą. Przeszedł ją zimny dreszcz. Nerwowo rozejrzała się po pokoju. Okno. Było inne niż zwykle. Dziewczynie wydawało się, że za drewnianymi ramami widzi je. Przerażające oczy ze snu. Ale to niemożliwe. Prawda?

            Charles szedł pustymi jeszcze ulicami małego miasteczka na południu Anglii. Dłonie skrywał w kieszeniach, twarz zwróconą miał ku ziemi, a oczy zasłonięte ciemnymi okularami. Słońce zaczęło już wschodzić, co oznaczało dla chłopaka powrót do domu. Willa Wolfmanów. To tutaj mieszkał. Starsze małżeństwo zgodziło się wynająć chłopakowi pokój pod warunkiem, że nie będzie hałasować, nie będzie przyprowadzał znajomych. To akurat nie będzie dla niego problem. Charles, choć wygląda młodo dużo w życiu przeżył i zdobył cenne doświadczenia, dlatego wie, że kiedy nie trzeba nic mówić, warto zachować milczenie. Znajomych też nie miał, więc z tym także nie było problemu. Zresztą to i tak dziwne, że pozwolono tam mu zamieszkać. Do domu Wolfmanów nikt nigdy nie miał wstępu. Są to dość nietypowi staruszkowie. Nigdy nie widać ich na ulicy, ale w ogrodzie. Jedynym człowiekiem, jakiemu udało się nawiązać z nimi jakiś kontakt był ogrodnik Bill. Ale nawet on nie odkrył nigdy tajemnicy tego domu.
            Charles wszedł po kilku schodkach do okazałego domu. To wtedy zorientował się, że nie pamięta, kiedy wychodził z domu. "Coś ze mną nie tak" pomyślał i postanowił, że musi się dowiedzieć co takiego.

___________________________________________________________

No i jest prolog.. mam nadzieję że się spodoba :P