wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 3

          Roksanne i Amanda wyszły ze szkoły. Były zdenerwowane i same nie wiedziały co myśleć. Właśnie się dowiedziały, że ich najlepszy przyjaciel gdzieś zaginął. Nie przyszedł do szkoły, ale wyszedł z domu. A chłopak z którym miał się spotkać nie miał pojęcia, gdzie może być. Przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Pierwszym miejscem, w którym zaczęły szukać był oczywiście jego dom. Dziewczyny wyszły z placu szkolnego i skręciły w prawo, w kierunku swojego celu, gdy usłyszały głośny, zachrypnięty głos.
            – Roksanne, Amando! – odwróciły się jednocześnie.
            W ich stroną biegł ubrany w czarną skórzaną kurtkę i wytarte obcisłe jesansy brunet. Osiemnastolatki szybko rozpoznały w nim Charles’a.
            – Będziecie szukać Gavina? – zapytał niepewnie zatrzymując się przy dziewczynach.
            – Tak. Właśnie idziemy do niego do domu. – powiedziała Amanda wskazując wzrokiem w kierunku wspomnianego domu.
            – A mógłbym poszukać z wami? Chciałbym pomóc. Mam wrażenie, że to wszystko przeze mnie.
            – Wiesz, nie możesz tak myśleć. To wcale nie twoja wina. Jasne że możesz. – Roksanne uśmiechnęła się do chłopaka.
            – Tak, ale to przecież ja chciałem się z nim spotkać.
            – Nie mogłeś tego przewidzieć. Wszyscy jesteśmy ludźmi. – Roksi ruszyła do przodu.
            – Tak. – powiedział tak, że tylko on to usłyszał. – Wszyscy jesteśmy ludźmi. – szepnął i dołączył do Roksanne.
            – Ej, czekajcie. – zawołała Amanda, która jeszcze przed chwilą wpatrzona była w swojego żółtego iPhona, i zaczęła machać nim na wszystkie strony.
            – SpongeBob Kanciastoporty? – Charles’a najwidoczniej bardzo zdziwił obrazek na tylnej klapce iPhona
            – Tak. – Amanda wyszczerzyła ząbki. – chciałam Patryka ale nie było. – tym razem zrobiła smutną buźkę.
           
                        Roksanne nacisnęła mały okrągły guzik, po czym usłyszeli krótki dźwięk dzwonka pochodzący z wnętrza domu. Chwilę później zabrzmiał dźwięk przekręcanego klucza i otwieranych drzwi.
            - Dzień dobry. - powiedziała, gdy zobaczyła panią Harris. - Jest Gavin?
            - Nie. Nie ma go. - odpowiedziała, a w jej głosie słychać było strach i niepewność.
            - A gdzie jest?
            - O-on... Nie szukajcie go. Jest bezpieczny.
            - Przepraszam? - po raz pierwszy odezwał się Charles.

            - Tak?
            - Jeśli pani mówi, że jest bezpieczny to znaczy, że wcześniej był w niebezpieczeństwie?
            - Tak - odpowiedziała z wahaniem, ale po chwili zmieniła zdanie. - Nie. Nie był w niebezpieczeństwie.
            - Proszę pani? - wtrąciła się Amanda
            - Słucham?
            - Przecież pani wie, że przyjaźnimy się z Gavinem i jeśli nam pani nie powie gdzie on jest to sami się tego dowiemy.
            - Noo... dobrze. A ty kim jesteś? - wskazała na Charles'a wyraźnie zaniepokojona.
            - Ja jestem Charles Grinwall. To ja miałem się spotkać z Gavinem rano.
            - Ty mu to zrobiłeś? Chciałeś zabić mojego syna? - krzyknęła pani Harris i gdyby nie Roksanne i Amanda, rzuciłaby się na chłopaka.
            - Spokojnie. Proszę pani. Charles nic nie zrobił.
            - Ale chyba wiem kto to zrobił. Tylko żeby nikogo nie oskarżać, musi nam ni wszystko opowiedzieć.
            - Wiesz kto? Ale jak to? Skąd możesz wiedzieć?
            - Spokojnie Amando. Wszystko w swoim czasie.

            - Charles? Co ty tu robisz tak wcześnie?
            - A co braciszku? Przeszkodziłem ci w twoich niezawodnych planach?
            - Zapytałem!
            - Ja też, Gabrielu. - Charles mówił spokojnym głosem, tak jakby mówił do kolegi przy piwie. 
            - Nie muszę ci się z niczego tłumaczyć, bracie.
            - Więc czemu wymagasz tego ode mnie?
            - Pamiętaj, braciszku, że ja zawsze osiągam to, czego chcę.
            - Ach tak. Twoje "zdolności" paranormalne. Mogę to tak nazywać?
            - Oboje dobrze wiemy, że to nie są zdolności paranormalne. To wrodzony talent.
            - Wrodzony powiadasz? Oczywiście- powiedział z ronią Charles, z szczegłólnością podkreślając ostatnie słowo. 
            - Umówiłeś się. Z tym chłopakiem, Gavinem, tak?
            Charles milczał nie spuszczając wzroku z brata, jakby Gabe opowiadał fascynującą historię, a on chciał jak najszybciej poznać zakończenie. Tylko, że on już to zakończenie znał. Nawt wcześniej niż jego brat. 
            - Nie zdziwiłbym się, gdyby do tego spotkania wcale nie doszło.

            Chłopak razem z ma dziewczynami i dorosłą kobietą wszedł do sali szpitalnej. Na przeciwko drzwi znajdowało się duże okno, a po obu stronach po jednym łóżku. Zajęte było tylko to po prawej - leżał na nim dobrze znany całej czwórce czekoladowooki blondyn. Jego mina była obojętna, ale gdy ich zobaczył jego kąciki ust lekko się uniosły. Nad lewym okiem miał przyklejony biały plaster zakrywający brew oraz podobny plaster z boku szyi.
            - Sorry, stary. Chyba nasze spotkanie nie wypaliło. - powiedział, gdy zobaczył Charlesa najwyraźniej nie zdwajając sobie sprawy z powagi sytuacji. Chociaż... chyba nikt oprócz bruneta sobie nie zdawał z tego sprawy.
            - No, niestety. Ej, mógłbyś opowiedzieć co się dziś rano dokładnie wydarzyło? Widziałeś kogoś? Kogoś może podejrzewasz?
            - Właściwie to dużo nie pamiętam. Szedłem do szkoły i ktoś mnie zaatakował. Nie widziałem kto. Ale, może uznacie, że to głupie, ale tak, podejrzewam kogoś. Tego kolesia, z którym wczoraj gadałaś na huśtawkach. - powiedział/i spojrzał na Roksanne.
            Dziewczyna się lekko speszyła, ale nie dała po sobie tego znać.
            - Nie, to nie możliwe. To nie mógł być on.
            - Kto to był, Roksanne?
            - To Gabe, ale on jest niewinny. Oskarżacie nieodpowiednią osobę.
            - Roksanne, nie zadawaj się z Gabrielem. Tak myślałem, że to on, a teraz jestem pewien. - odpowiedział szybko Cherles nie zastanawiając się nad tym co powiedziała Roksanne. 
            - Gabe jest niewinny. Jak możesz go oskarżać. Przecież to twój brat! – głos Roksanne coraz bardziej upodabniał się  krzyku.
            - Tak. Tylko w przeciwieństwie do ciebie, znam go trochę dłużej niż dwa dni. – chłopak z kolei mówi spokojnym gardłowym głosem. – Roksanne ty go wcale nie znasz. Nie wiesz jaki jest.
            - Wiem, że jest świetnym facetem. Wczoraj z nim rozmawiałam, wtedy na huśtawkach i wiem, że jest wrażliwy i on nigdy nie skrzywdził by człowieka.
            - Jak ja rozmawiałem z nim dziś rano i jakoś tej swoje wielkiej wrażliwości nie okazywał. - odpowiedział z ironią w głosie. 
            - To, że nie dogadujesz się z bratem, Charles, to nie znaczy, że musisz go oskarżać o pobicie!
            - Roksanne, zacznijmy od tego, że moje stosunki z Gabrielem są dużo gorsze od „nie dogadywania się”, a ty mogłabyś mi uwierzyć i przestać bronić tego palanta.
            - Nie nazywaj go tak. Mów co chcesz, Charles, ale ja i tak wierzę, że to był ktoś inny.
            - Wierzysz? Roksanne ja wiem, ze to on.
            - To nie był on. – brunetka wyszeptała te słowa i szybkim krokiem wyszła z Sali szpitalnej.
            Było jej smutno i żal. Myślała, że zaprzyjaźni się z braćmi. Zresztą, Roksanne zawsze zaprzyjaźniała się z nowymi uczniami, ale teraz chodziło o coś więcej. No bo, nie da się ukryć, że obaj są bardzo przystojni. A dziewczyna chciała, aby obaj stali się dla niej jak Gavin i Amanda. A teraz, przez to wszystko możliwe że straci nawet ich. Czy to możliwe, aby dwaj bracia tak się nienawidzili? Co wydarzyło się w przeszłości? W jak dalekiej przeszłości?
            Dziewczyna czuła,  jakby coś ją rozrywało od środka. Nie wiedziała komu wierzyć. A co jeśli Charles nie kłamie? Co jeśli Gabe naprawdę jest „zły” jak to określił jego brat? Nie to nie możliwe. Tak, to prawda, że Roksanne znała go dopiero dwa dni, ale polubiła go. Naprawdę go polubiła. Gdy z nim rozmawiała, miała wrażenie, że rozmawia ze swoim bratem bliźniakiem. Tylko, że ona nie ma brata bliźniaka. Ale Gabe był taki bliski, taki podobny do brunetki, że czuła się przy nim jak przy nikim innym. Ale Charles też był wyjątkowy. Miał w sobie „to coś” jeśli wiecie o czym mówię. Coś ją w nim pociągało. Ale musiała wybrać. A oni byli tak bardzo inni. Ale nie mogła działać na twa fronty. Nie mogła,. Prawda?

____________________________________________________________
Przepraszam przepraszam przepraszam ! ! !
Za to że tak długo to trwało. Ale same wiecie. Są wakacje i sami wiecie jak to jest...
Jak wam się podobała muzyka? Troche klasyki nie zaszkodzi. Moim zdaniem trochę dramatyczna i taka tajemnicza, ale pasuje. 
Chcecie, żebym dodawała muzykę do rozdziałów?
A teraz już obiecuję, że na nowy rozdział pojawi się jak najszybciej. 
Chciałabym, żebyście komentowali. Smutno mi. 
Mam nadzieję, że pod tym rozdziałem będzie ich więcej. 
Łucja O/